Miscellanea

1. Pieczęć

pieczec

 

 

 W Średniowieczu zaczęły powstawać gildie ( konfraternie), u nas zwane częściej, cechami. By zostać członkiem cechu malarzy, uczeń (terminator), musiał pokonać kilka progów. Najpierw, najczęściej przez ok. 4 lata, terminował u jakiegoś uznanego mistrza. Stawał się  czeladnikiem. Później, przez ok. 2 lata, wędrował po Europie zatrudniając się u innych mistrzów po to, by poznawać nowe techniki, style i prądy. Po powrocie przystępował do egzaminu mistrzowskiego. Musiał namalować trzy tzw. „majstersztyki”. Najczęściej były to: „Narodzenie Jezusa”, bądź „Narodzenie Maryi”, „Ucieczkę do Egiptu”, bądź „ Św. Jerzego” jak zabija smoka, na koniec „ Ukrzyżowanie”, bądź „Męczeństwo Św. Sebastiana”. Po tym, jeżeli wykazał się wystarczającymi umiejętnościami, zostawał mistrzem, stawał się członkiem gildii i mógł prowadzić własny warsztat, i przyjmować uczniów. W wieku XIX, gildie zostały zastąpione przez Akademie.

 Wiele lat temu, w rozmowie z malarzem Adamem Marczukiewiczem, nieco żartując, pomyśleliśmy, że może warto byłoby odtworzyć tamtą średniowieczną drogę, bo współczesne wykształcenie akademickie, wypada przy tamtejszym dosyć blado. Podjąłem temat i choć zajęło mi to kilka lat, namalowałem fresk: „Narodzenie Maryi”, płótno: „ Św. Jerzy” i na desce: „Ukrzyżowanie”, nawiązujące proporcjami do "Krzyża", pędzla Cimabuego. W poczet wymaganych zatrudnień, włączyłem również wyjazdy za granicę:  plenery we Francji, naukę techniki fresku we Włoszech, Wiedeń, Monachium i Pragę. I takim oto, nieco żartobliwym sposobem, przeszedłem drogę mistrzów i stałem się jednym z nich. W związku z tym, a jakże, przypadło mi prawo do pieczęci. Moja pieczęć zawiera: nazwę: - Ermellino, co się wykłada gronostaj, rok:- 1997, wyobrażenie Chrystusa uzdrawiającego ślepca (postać Chrystusa nawiązuje do romańskiej płaskorzeźby, a ślepca uosabia tenże właśnie Ermellino), hasło:- Cóż jest świat?, no i tytuł:- Artifex ( rzemieślnik, mistrz, ale i taki trochę oszust). Pieczęc tę, przykładam  na odwrocie moich obrazów.

 Taka to już jest, ta moja historia, z samozwańczą drogą mistrzów, ale też przyznajcie, gdzie się miałem udać? a do kogo zwrócić? Dziś, droga przetarta i odtworzona na nowo. Jest pieczęć, jest  właściciel pieczęci.  A  to - skąd się wziął się ów - Ermellino... to temat na inną opowieść.